Fronasz
Księgarnia|seria KWADRAT|Malzahn Miłka O.
| Cechy | |
| format | 18,0 x 18,0 cm |
|---|---|
| rok | 2009 |
| strony | 122 |
| oprawa | broszurowa ze skrzydełkami |
| ISBN | 978-83-60881-24-8 |
| wydanie | 1 |
| zdjęcia | Mateusz Hołownia |
| redakcja | Adrian Sroka |
| korekta | Agata Borowicka, Anna Nowakowska |
Fronasz Miłki O. Malzahn to mikropowieść rozpięta pomiędzy epiką i dramatem. Jej wartka akcja, momentami sensacyjna, zaczyna się od transportu zwłok, przeznaczonych na... dzieło sztuki. Drugie oblicze tej prozy jest bardziej wyciszone, niemal liryczne. Autorka grawituje ku metaforze, ku głębi znaczeń podwójnych, potrójnych, potrafi zaskakiwać czytelnika, który nie może mieć pewności, czy to, co odbiera, jest częścią opisanej rzeczywistości, czy jego własnej imaginacji. Fronasz jest książką, która pod współczesnym, obyczajowym kostiumem ukrywa metafizyczną przypowieść na tematy najważniejsze, ostateczne. Miłka O. Malzahn pozbawionym patetyzmu językiem, czasami bliskim kolokwialności, opowiada o życiu, śmierci i dyskretnej obecności Stwórcy.
Dopisek od autorki: Autorka zgadza się z tą opinią, bo każde odczytanie Fronasza uważa za prawdopodobnie słuszne, ale przypomina, że ta mikropowieść zawiera też cień makromiłości.
recenzje:
--- http://wforma.eu/-fronasz-topos-3-2011,852.html
--- http://www.audiowizualni.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2926&Itemid=142
--- http://wforma.eu/-fronasz-www.carpenoctem.pl-03.2010,390.html
--- http://wforma.eu/-fronasz-odra-2-2010,357.html
--- http://wforma.eu/-sztucznie-o-sztuce-pogranicza-1-2010,395.html
--- http://wforma.eu/-fronasz-www.radio.bialystok.pl-ksiazki-czytamy-20.01.2010,326.html
--- http://wforma.eu/-dziwne-zlecki--nowe-ksiazki-12-2009,306.html
--- http://wforma.eu/-odpowiedz-na-hologram-portret-29-ostatni,354.html
--- http://wforma.eu/-glaskanie-slow-kurier-szczecinski-08.12.2009,302.html
--- http://wforma.eu/-w-gabinecie-luster-lampa-11-2009,299.html
--- http://wforma.eu/-co-sie-wydaje-gazeta-wyborcza-bialystok-28.10.2009,295.html
--- http://wforma.eu/-fronasz-piotr-werner-19.10.2009,292.html
--- http://wforma.eu/-tancerz-manichejski-www.papierowemysli.pl-29.09.2009,288.html
promocje:
--- http://wforma.eu/09.12.2009-–-spotkanie-z-milka-o.-malzahn-i-pawlem-nowakowskim,267.html
--- http://wforma.eu/28.10.2009-–-spotkanie-z-milka-o.-malzahn-i-pawlem-nowakowskim,268.html
książka ukazała się dzieki dofinansowaniu przez Miasto Białystok
Osoby, które kupiły ten produkt kupiły także:
- Podróż mego życia 26.00zł
- Rupieć18.00zł
- Względy17.00zł
- Apero na moście18.00zł
- City 1. Antologia polskich opowiadań grozy32.00zł
Komentarze:
Fronasz 582011-05-08 15:27 |
Martyniec zaczął od małego drinka w niedalekiej pizzeri. Usiał, popatrzył przez okna wychodzące z jednej strony na zieleń (na fragmencik,) z drugiej – na solidny budynek. Skoncentrował się na oknach właścicielki tylko po to, by odnotować, że nie zawiesiła firanek i że okna są tak duże, jak wszystkie inne hotelowe. Od pierwszego piętra okna podzielono na trzy szyby, wzdłuż, z lufcikami od góry (trzema). Martyniec posiedział tak jeszcze przez chwilę, aż poczuł, że krew krąży porządnie. Złapał kontakt wzrokowy z kelnerką i płacąc zapytał: – Czy staruszkowie wpadają tu czasem z tego hotelu na wódeczkę? – Z tego? – zdziwiła się – a tam ktoś mieszka? – Podobno – zniżył głos, wprowadzając element nieodzownej tajemnicy. – Nie widziałam – wzruszyła ramionami. – Nigdy? – No co pan? Nie widziałam to nie widziałam! – zgarnęła rachunek. – Dziękuję – powiedział Martyniec, zostawiając jej napiwek, świadczący o tym, że jeszcze wróci. Dziewczyna odprowadziła go wzorkiem aż do drzwi, a może nawet trochę dalej. Martyniec nie miał zamiaru iść do hotelu; poszedł do parku. I usiadł na ławce. (2010-06-23) |
|---|---|
Fronasz 572011-04-26 13:44 |
Uśmiechnęła się tylko, tak jakoś spokojnie, kojąco. – Zajrzałeś do notatek? – Owszem – Fronasz kiwnął głową, a potem nieznacznie machnął ręką – trochę są chaotyczne – dodał – I brak tam dokumentów. – Jakich dokumentów? – zdziwiła się Kwiryna – Potrzebuję informacji o tym, co działo się tu w ciągu ostatnich 20 lat. Kto był związany z hotelem... – Z ruiną hotelu – przerwała mu. – Ale ciągle ktoś pomieszkiwał, prawda? Po to, by utrzymywać budynek w jako takim porządku, chronić przez szabrem, robić własne interesy? – No tak – przyznała Kwiryna – pomieszkiwali tu rozmaici ciecie, czasem z rodziną, jedno piętro długo funkcjonowało jako hotel. Tani hotel. – Pierwsze piętro, tam gdzie teraz są staruszkowie? – Nie – odparła szybko – właśnie nie. – Po czym ruszyła w stronę sporego, staroświeckiego biurka, stojącego w kącie dużego i pustego pokoju. – Ale mam tu takie coś – rzuciła, otwierając najniższą szufladę. (2010-06-22) |
Fronasz 562011-04-14 09:04 |
– Proszę nie udawać, że poetyckość jest dla pana czymś fascynującym – powiedziała i podeszła do okna. Fronasz przemilczał sprawę, chociaż nie lubił gdy mu ktokolwiek imputował cokolwiek. Poszedł za nią. Pod oknami hotelu przebiegała ruchliwa ulica, za którą widać było park. Po głównej alei spacerowali ludzie. Fronasz automatycznie zakwalifikował ich jako raczej młodych, no... dojrzałych. Nikt ze spacerujących nie wyglądał na staruszka. Fronasz odprowadził wzrokiem dwie panie w ciemnych płaszczach, trzymające się staromodnie pod rękę; zniknęły w bocznej alejce. – Więc? – Kobieta zwróciła się w jego stronę i pomyślał, że z pewnością nie obserwowała tego, co działo się za oknem. Był pewien, że coś przemyślała. I czekał. Nie interesowało go żadne 'więc', interesowały go konkrety. – Proszę się zwracać do mnie po imieniu – zaproponowała i Fronasz podejrzewał, że zechce zmienić tematu, ten który jeszcze przed sekundą miała zamiar rozwinąć. Cóż, przepadło. Nie dowie się tego nigdy, a jednak... – Oczywiście – zgodził się. – Fronasz – dokonał krótkiej autoprezentacji. – Kwiryna. Zaskoczyła go. – Rzadkie imię – podniósł brwi. – Baaa – uśmiechnęła się i był pewien, że zapyta o pochodzenie jego imienia, że będzie ciekawa czy to od nazwiska, czy jak, ale tego nie zrobiła. (2010-06-11) |
Fronasz 552011-03-31 08:36 |
– Jak dokładnie odkryła pani tych staruszków? – zapytał Fronasz. – Dokładnie rano wyszłam z mieszkania i usłyszałam zamieszanie na dole. Przestraszyłam się, przecież to ogromny budynek. Trafiłam na dwóch staruszków grających w karty w małej jadalni. Chciałam wiedzieć co tu robią, odpowiedzieli, że grają; zapytałam skąd się wzięli, pomamrotali tylko i przestali zwracać na mnie uwagę. – Jacy opiekunowie? – Nikogo takiego. – Ilu jest tych staruszków? – Hm – zastanowiła się – w porywach do dwudziestu. – Jak to w porywach? – No nie wiem jak. Zresztą dlatego się do pana zwróciłam. Trudno policzyć. Nie wchodziłam do pokojów, nie odważyłam się; nie widuję też ich na posiłkach, nie wiem czemu. Nie trafiam w dobry czas, albo jedzą na raty i w pokojach. Nie wiem. Niektórych spotykam za każdym razem, gdy odwiedzam parter, innych widuję raz i nigdy potem. – Wezwała pani policję? – Tak. – I? – Powiedzieli, że nie jest możliwe, by staruszkowie pojawili się jednej nocy, i że pewnie zapomniałam, iż w międzyczasie rozkręciłam biznes. Mają przysłać jakiś urzędników do sprawdzenia papierów, warunków... no nie wiem – Kobieta wzruszyła ramionami. – Próbowali wypytywać samych staruszków, ale oni udają, że są za starzy na logiczne konwersacje. – A są? – A skąd! Ciągle dyskutują. Tylko tak cicho. Bez awantur. Ze mną rozmawiają o pogodzie, o takich tam, gdy zaczynam pytać o konkrety od razu gadają głupoty. – Na przykład? – Na przykład na pytanie jak długo już tu mieszkają starsza pani mówi mi, że kaczka w buraczkach to poetycki przeżytek. – No ładnie – westchnął Fronasz. A swoją droga, z tą kaczką to przereklamowane. (2010-06-10) |
Fronasz 542011-03-19 13:32 |
Następnego dnia okazało się, że nie mieszka sama. Po parterze chodzili (pogodni) staruszkowie, grzecznie witali się ze zdumioną Kobietą, ale nie potrafili wyjaśnić skąd się nagle pojawili, gdyż byli przekonani, że są tu od dawna. Od dawien dawna, no... może nie aż od tak dawna. Mieszkali w hotelowych pokojach, wysprzątanych, choć wyraźnie nadszarpniętych zębem (drapieżnego) czasu, jadali w jadalni mniejszej, przylegającej do większej, czyli do kompletnie zniszczonej restauracji. Zachowywali się tak, jakby tu właśnie się zestarzeli i twierdzili, że dbają o nich dobrzy ludzie, których Kobieta nie potrafiła namierzyć. No, chyba, że też byli staruszkami. W małej, przyjadalnianej kuchni znalazła ślady ostatniego posiłku, okruchy na stole, świeżo umyte naczynia i nic więcej. Kosze na śmieci zostały wypróżnione. W budynku panowała cicha krzątanina, szepty staruszków, urwane śmiechy, i mamrotania, szurania nogami po wyfroterowanych podłogach, szum miasta za uchylonymi oknami. – Koszmar – powiedziała Kobieta. – Czy ja wiem...? – zastanowił się Fronasz. (2010-06-09) |
Fronasz 532011-03-15 11:59 |
Kobieta nie walczyła o spadek, spadł na nią sam z siebie (niemalże). Znienacka to się stało i w momencie, w którym postanowiła odejść z tego świata. Dosłownie. Była chora. Choroba rozwijała się jednak powoli, nikt nie wiedział ile jej pozostało życia, ile cierpienia, i jak blisko jest śmierci. Kobietę choroba (bez cierpień) oderwała od codzienności, była bezlitosna i łaskawa jednocześnie. Kobieta chciała zadecydować o sobie sama. I wtedy pojawił się hotel. Bardzo duży, zadłużony, zniszczony budynek, ze śladami dawnej wspaniałości, z eklektyzmem architektonicznym w każdym kacie, pośpiesznie łatany i nieużywany od lat. Dowód upadku dzielnicy, zmiany mentalności społeczeństwa oraz mód. A mimo tego budynek działał na wyobraźnie i Kobieta uległa czarowi zamierzchłej, malowniczej dekadencji. W miarę szybko wprowadziła się pustego budynku, do dawnego mieszkania dyrektora, jedynego miejsca nadającego się do natychmiastowego zamieszkania, choć trochę podwilgoconego i obdrapanego. Na szczęście wszystko tu działało, choć armatura zostawiała wiele do życzenia. Poza tym mieszkanie zajmowało trzy wielkie pokoje (spore, wysokie okna), dużą kuchnię, pokoik służącej i jasny hol. Bardzo klimatycznie. Kobieta wniosła swoje rzeczy, nie za wiele, bo jej poprzednie życie zupełnie nie pasowało do tych wnętrz. (2010-06-08) |
Fronasz 522011-03-05 14:34 |
Po powrocie do domu Fronasz przejrzał notatki, które dostał od właścicielki budynku. Był tam nudny i bezbarwny rys historyczny, były opisy działań jej przodków i relacja z przejęcia spadku. Tym się Fronasz zainteresował, spisał nazwiska prawników, którzy kiedyś dla rodziny pracowali oraz tych, którzy aktualnie dbają o interesy (skądinąd ginącej) familii. Kobieta bowiem nie miała dzieci, tylko kuzyna. Jednego. Był za to znany z zamiłowanie do hazardu, z majątku, który umiał robić i umiał tracić. Ostatnio zaliczył ten drugi stan posiadania, a raczej nieposiadania. Żył u swojej ostatniej żony, z domku ogrodnika i czasem przyjeżdżał na kawę, by ponarzekać na życie (tak przynajmniej wynikało z notatek). Prawnicy kobiety dbali o jeden interes. Stary hotel. Fronasz poszukał zdjęć budynków sprzed lat, ale w zeszycie nic nie znalazł, postanowił poprosić kobietę o kilka zdjąć. Chciał mieć pewność, że budynek wygląda dokładnie tak samo, że nie ma przybudówek i tym podobnych unowocześnień (a może ma?). Fronasz nie urodził się tutaj, nie miał architektonicznych skojarzeń i wspomnień związanych z tym budynkiem – ozdobą niewielkiego miasta. Oprócz starego hotelu był tu jeszcze mniej okazały ratusz i mały kompleks kamienic. Nic specjalnego. Poza tym – rozrzucone w bezładzie, otoczone małymi ogródkami i wysokimi płotami – skromnie siedziby małych firm oraz równie skromne domy mieszkańców. Kiedyś było to duże miasto, z dwoma fabrykami, z kopalnią odkrywkową w okolicy, z filiami banków i kabaretów, szczęśliwie umiejscowione na skrzyżowaniu szlaków, zawsze po drodze wielkim pieniądzom (do czasu). Wielkie pieniądze spędzały tu trzy dni potrzebne na świętowanie starych i na robienie nowych interesów, po czym pędziły dalej. Te dobre dni, te tłuste kontrakty, te pomyślne pomysły rodziły się dokładnie w tym budynku. Hotel widział więcej niż którykolwiek z najstarszych mieszkańców. W hotelu zaś pracowali sami specjaliści, o których (niestety) słuch zaginął. Fronasz znajdował jedynie strzępy ich obecności i kunsztu w starych kronikach, które odkupił od jakiegoś ciecia i nad którymi spędził ostatnią (nudną) zimę. Specjaliści nie chcieli przechodzić do historii, ale Fronasz podejrzewał, że wszystko co należy do przeszłości w pewnym sensie rzutuje na najaktualniejszą aktualność. Szczególnie w przypadku kłopotów. (2010-06-05) |
Fronasz 512011-02-25 12:21 |
z Martyńcem o interesach rozmawiali krótko: – Jest sprawa – powiedział Fronasz. – Jest dobrze płatna? – chciał wiedzieć Martyniec. – Dobrze. – Trzeba krążyć po świecie? – Nie, po jednym budynku. – Broń? – Broń boże! – ...oby – westchnął Martyniec – ...po budynku, mówisz? Ciekawe. Gabrysiu – zwrócił się do swojej uroczej żony – wracam do gry. – To dobrze – powiedziała, odkładając widelec – wydawałeś się ostatnio trochę znudzony. Fronasz puścił oko do Gabrieli, nie zmieniając poważnego wyrazu twarzy. A ona uśmiechnęła się do niego promiennie – Smakuje? – zapytała. – Pod każdym względem – mruknął – ...deser? – Stygnie – i Gabriela wstała, by przynieść ciasto. Fronasz i Martyniec podali sobie ręce. (2010-06-01) |
Fronasz 502011-02-20 11:36 |
Fronasz nie polubił tego budynku, ale cenił fakt, że nikt nie był w stanie wytłumaczyć tego, co się w jego środku ostatnio działo. Grube mury, secesyjne zaokrąglenia, przybrudzone szyby w wielkich oknach, wszystkie te oczywiste kształty kryły w sobie (być może ponure) niewytłumaczenia. Fronasz jednak wiedział, iż rzecz polega na obraniu właściwego punktu widzenia. Na niczym więcej. Współrzędne miał w notesie, resztę – postanowił zebrać po obiedzie i zastosować później. W tym celu zadzwonił do Martyńca – Co podajecie na obiad? – zapytał. – Szczawiany. – Co? – Zupa szczawiowa i wieprzowina – odpowiedział Martyniec. Wcale nie był zdziwiony zainteresowaniem Fronasza, chociaż on sam od pół roku nie dzwonił, nie pojawiał się i w ogóle nie przejawiał oznak aktywności towarzyskiej. – Podzielę się z tobą moją porcją – obiecał – wpadaj za godzinę. – Dzięki. – I Fronasz przez godzinę (dokładnie) analizował notatnik, a potem odbył poważną rozmową nad szczawiem. (2010-05-30) |
Fronasz 492011-02-19 13:23 |
– Wyglądają tak, jakby mieszkali tu od dawna, prawda? – zapytała. Fronasz przez moment rozważał to podejrzenie. – Nie wiem – powiedział – nie wchodziłem do środka. – Czemu? – Nie lubię pośpiechu. – Aha – westchnęła, po trosze z aprobatą, po trosze z rezygnacją. – A co pan lubi? – Lubię być dobrze poinformowany i mieć jasność w kwestii oczekiwań – powiedział w sposób neutralny, by zdanie nie mogło zabrzmieć jak zarzut, czy też warunkujące wymaganie. Kobieta nie spuszczała z Fronasza wzroku i kiedy skończył kiwnęła głową: – Dobrze. Stawka jest uczciwa, wszystko co wiem znajdzie pan w tym zeszycie – wskazała na parapet wielkiego okna. Leżał tam mały notatnik. Fronasz nie zareagował, więc wstała, by mu go podać. Była wyższa niż się spodziewał, ale robiła wrażenie osoby kruchej. Ubrana w ciemne, szare spodnie i jasną, prostą bluzkę, z delikatnego materiału, wyglądała jak urzędnik wysokiej rangi. Fronasz uznał, że jest na tyle konkretna, by można było jej zaufać. – Przyjmuję zlecenie – powiedział, odbierając z jej rąk zapiski. – Tak – odparła i uśmiechnęła się nieznacznie, tak nieznacznie, że możliwe iż nie uśmiechnęła się wcale. – dobrze – dodała – widzimy się zatem jutro. Fronasz wyszedł zadowolony, że obyło się bez rytualnego uściśnięcia rąk. Tylko słowa. Nie za dużo słów. Może być. (2010-05-27) |
Fronasz 482011-02-19 13:21 |
--- |
Fronasz 472011-02-13 18:26 |
– Jestem – powiedział Fronasz – Jesteś – potwierdziła, nie odwracając wzroku od okna – Byłem. – Byłeś... Są? – Są. Kobieta odwróciła wzrok od okna. Miała jasne, jakby wyblakłe oczy, koloru morza o świcie i we mgle. Nie mniej patrzyła uważnie i intensywnie. Te oczy były bardzo młode. Fronasz się tego nie spodziewał. Właściwie nie wiedział czego może się spodziewać. Zlecenie przyszło pocztą, było precyzyjnym pismem, wydrukowanym na porządnym papierze. (2010-05-22) |
Fronasz 462011-02-10 21:55 |
Autorka: wyraz twarzy tych ludzi Fronasz uznał za pogodny. Jeszcze przez chwilę przyglądał się tym, którzy byli bliżej, a potem odszedł od przeszklonych drzwi, by nie przyciągać starych ludzi, którzy jego także mogliby sobie pooglądać (nie zmieniając pogodnego wyrazu twarzy). Fronasz z natury był ostrożny. Wycofał się zatem w cień i poświęcił obserwacji dokładnie dwie minuty. W tym czasie podjął decyzję o tym, że nie wejdzie do środka, o tym, że sprawdzi jeszcze jedno miejsce, i że na razie nie zadzwoni do Pani A. Kciukiem pogładził niedogolony podbródek i potarł nos, bo zapach panował tu naprawdę nieprzyjemny. (2010-05-17) |
Fronasz 452011-01-15 18:19 |
Autorka: Fronasz zapukał do drzwi wejściowych. Były duże i podniszczone, ale solidne. Nikt nie odpowiadał. Poszukał dzwonka – znalazł wystający ze ściany drucik. Zapukał ponownie. Mocniej. Drzwi uchyliły po ostatnim, porządnym stuknięciu. Oczom Fronasza ukazała się ciemna klatka schodowa, w której panował nieprzyjemny chłód. I może wilgoć... Fronasz wciągnął powietrze i skrzywił się. Śmierdziało. Wszedł, a trzy schodki prowadziły do przeszklonego wejścia. Tutaj drzwi były zamknięte na klucz. Widział go przez szybę, z drugiej strony eleganckiej, staroświeckiej klamki. Za drzwiami, po słabo oświetlonym, szerokim korytarzu krążyli ludzie. Wyglądało to dziwnie. Wszyscy byli starzy, pokurczeni, poruszali się powoli, podpierali laskami, chodzikami, lub trzymali ścian. Było tak, jak w ponurym filmie, z tym, że wyraz twarzy tych ludzi wydał się Fronaszowi... (2010-05-10) |
Fronasz 442010-12-19 11:13 |
Autorka: ściana miała zapach gliny, mchu, grzyba(mało), tynk odpadał (latami). Fronasz poniósł głowę i zlustrował rynnę. Z tej perspektywy budynek wyglądał tragicznie. Z perspektywy lat – wyglądało to trochę inaczej. To był kiedyś piękny hotel. Między jedną wojną, a drugą przybywali tu arystokraci wyruszający do odległych majątków na rubieży; zaglądali bogacący się kupcy, bankierzy, cwaniacy oraz piękne kobiety o niejasnej przeszłości. W restauracji podawano wykwintne dania, a obsługa uchodziła za szczęśliwców, którym praca przynosi godziwy zarobek. I darmową rozrywkę. Ciężkie, wesołe czasy mijały w poczuciu nieuchronnej (choć niejasnej)klęski, którą poprzedza okres tańców pachnących dekadencją, nieprzyzwoitych zabaw, małych hazardów i dużych interesów... (2010-05-06) |
Fronasz 432010-12-08 15:29 |
Autorka: Oczekiwanie – może trwać i trwać. Stoję na straży własnego oczekiwanie na Wszystko Co Dobre, Które Przychodzi, potem Które Jest, potem – Które Minęło, pozostawiając miejsce na kolejne oczekiwanie. W tym stanie wszystko wygląda ładniej. I takie to motto przedbalowe: nigdy nie ma „i po balu” :) Fronasz: tak zaczniesz? Autorka: tak zacznę. Fronasz: wystąpienie? Autorka: wystąpienie. Fronasz: czekasz na ten moment? Autorka: jak na Wszystko, Co Dobre czekam. Fronasz: normalnie. Autorka: normalnie. Froansz: kobiety są dziwne, bo patrz.. jeśli coś jest to jest, jeśli dopiero będzie, to będzie; po co czekać? To jakiś chory stan, szczególnie wtedy, gdy jest chroniczny. A Twój jest chroniczny. Przejdź ze stanu czekania w stan aktywowania codzienności! Autorka: piękne powiedziane. Może pójdziesz za mnie? Fronasz: wystąpić? Autorka: lub wstąpić. Fronasz: wyślij mnie na jakieś poważne zadanie. Już czas. Już się naprawdę z tobą nudzę. (Autorka czuje się tak urażona, że wyśle Fronasza w...) ps. cel został osiągnięty! (2010-04-30) |
Fronasz 422010-12-02 18:48 |
Fronasz: jak długo można wstrzymywać powietrze? Jak myślisz? Nie da się wiecznie. Nie da się, bo człowiek może się napompować. Autorka: obrazowe. Fronasz: baaa, prawdziwe. Już nie wspomnę o kłopotach z odpowietrzonym organizm. Autorka: nikt Ci nie każe zatrzymywać powietrza. Nikt. Nawet ja. Froansz: nawet? A Ty kim jesteś? Autorka: autorką. Fronasz: możesz zmieniać wszystko w tym... autorskim świecie? Autorka: mogę. Fronasz: to zmień. Autorka: chcesz oddychać, czy nie oddychać? Fronasz: chcę o tym decydować sam. Autorka wstrzymuje oddech, kiwa głową ze zrozumieniem i jest przekonana, że Fronasz potrzebuje specjalnego zadania rodem z tego świata. Któregoś z tych światów... na pewno. (2010-04-15) |
Fronasz 412010-11-21 09:23 |
Fronasz: oberżysta. Autorka: słucham? Fronasz: oberżysta. Autorka: ale dlaczego oberżysta? Fronasz: pogoda dżdżysta. Autorka: ale czemu? Froansz: nie wiem. Autorka: ale o co Ci chodzi? Fronasz: o koincydencje. Autorka: z oberżystą? Dziwnie mówisz. Froansz: ale po polsku mówię. Autorka: ale po co? Fronasz: w obcych językach brzmiało by tak: „co ma stolik do gawrona”? Autorka: z Tobą to się dzisiaj nie dogadam, co? Fronasz: To zależy. Autorka: a niby od czego? Froansz: od oberżysty... Autorka zagryza wargi, brak zrozumienia bowiem zawsze ją dotyka mocniej niż Fronasz w ogóle mógłby przypuszczać. Obiecuje sobie wymyślić Fronaszowi jakieś zajęcie, o którym mogliby swobodnie konwersować. Obiecuje sobie (po raz setny), że wplącze go wreszcie w barwną, kryminalną historię. I będzie spokój! (2010-04-09) |
Fronasz 402010-10-24 17:06 |
Fronasz: ostatecznie o tym, czy pogoda jest ładna, czy nie – mogę zadecydować sam. Jeśli pada i akurat lubię deszcz – jest ładna, jeśli jest słonecznie i się mogę wygrzewać – też jest ładna; wszystko zależy ode mnie. Moje widzimisię może kształtować pogodę, scenografię, może orzekać o nastroju, urodzie (lub nieurodzie) świata, może decydować o sukcesach i porażkach. Bo co jest sukcesem? Autorka: no wiesz... Fronasz: czekaj, czekaj, nie mów! Dla Ciebie to, dla innych tamto. A jeśli uznasz, że fakt posiadania teraz czasu na dłuższa pogawędkę jest luksusem, a ten czas masz – to już sukces. Taaak (zamyślił się nieco), to ja sobie pójdę na spacer. Piękna wiosna. (Autorka zastygła w pół słowa strzepując zimne krople z przemoczonego parasola). (2010-04-07) |
Fronasz 392010-10-13 19:22 |
Fronasz: są takie rzeczy, przedmioty, na których zwykle nie zatrzymuje się wzrok. A szkoda. Bo gdyby to zrobił, mózg zarejestrowałby coś nowego, zacząłby się domyślać sensu tej scenografii, tła, rekwizytów, pojął by wiadomość zakrytą nadmiarem szczegółów, lub tym, co umysł uważa za nic. Czy wiesz jak dużo jest takich rzeczy wokół nas? Autorka: chcesz powiedzieć, że wystarczy rozszyfrować ten szyfr, by...? Fronasz: ciiii. nie mów tego głośno. TAK. to wystarczy. (Autorka omiata spojrzeniem wnętrze. Nie są w domu. Obce kąty informują ją o obcości, lecz być może... (ale ciiiii, trzeba będzie żyć z tą świadomością dalej...) (2010-03-28) |
Fronasz 382010-10-03 09:11 |
Fronasz przeciera szybę zakurzoną poziomowo, niechlujnie opłukaną przez wczesnowiosenne deszcze. Mruży oczy, bo chce dostrzec coś, co porusza się w oddali, ale nie sięga po okulary. Nigdy. Chyba, że po przeciwsłoneczne. A słońca jeszcze nie ma. Są przejaśnienia (zaledwie). Fronasz: widzisz to? Autorka: nie widzę. Froansz: przypatrz się. Taki dziwny kształt, o tam. Autorka: nie widzę. Horyzont widzę, nieruchomy. (Fronasz odwraca wzrok od okna i uważnie przygląda się Autorce) Fronasz: horyzont? W blokowisku? Autorka: no nie, jakie blokowisko? Pole i ciemna ściana lasu! Fronasz: z tą twoją wyobraźnią to tylko kłopoty! Odludzie mi tu jeszcze zrobisz! To lepiej już nie patrz. Nie patrz, zajmij się czymś innym. (co Autorka robi, a Fronasz spędza popołudnie na spoglądaniu przez każde z dostępnych mu okien) (2010-03-26) |
Fronasz 372010-10-01 16:32 |
Fronasz: nad miastem noc jest mniej ciemna, to mnie czasem frustruje. Nie, żebym potrzebował podziału na białe i czarne, nocne i dzienne – co to, to nie. Ale jednak mogłoby być w nocy nocnie. Miasto zmienia nie tylko noce w dni, zmienia proste sprawy w niepotrzebne korowody. Sami się potrafimy zapędzić, nauczeni patrzeniem jak pędzą inni. Dlatego pracuję w miastach, ale żyję poza nimi. Poza ich tempem i modami. Mój zawód wymaga większego tempa niż miejskie, a potem pozwala mi na dowolne spowolnienie. Pod warunkiem, że będę gotowy do startu. I jestem. Bo start powinien być startem, jak dzień – dniem. Autorka: ciekawe, wiesz? Że też potrafisz tak znienacka obdarzyć mnie tyradą! Froansz: to część mojego uroku. Autorka: taaaak, sama go wymyśliłam. (Fronasz poczuł się urażony, ale nie dał po sobie tego poznać, zaś Autorka pozostała pod wrażeniem wymyślonego fronaszowego uroku) (2010-03-20) |
Fronasz 362010-09-29 19:15 |
Fronasz: spokój przychodzi gdy woda płynie. Autorka: zawsze? Fronasz: nie, tylko wtedy gdy rzeka ma meandry. Naturalne spowolnienie akcji. Autorka: czyli woda z kranu odpada? Fronasz: tak Autorka: a ten spokój to od patrzenia, czy od pływania? Fronasz: zależy od dnia. I pory roku. Autorka: spokój. Fronasz: w ruchomej wersji. Bez kantów. I Autorka czym prędzej skierowała się ku najbliższej rzece. (2010-03-16) |
Fronasz 352010-09-17 16:56 |
Autorka: którego dzisiaj? Fronasz: a którego byś chciała? Daty nie mają większego znaczenia. Liczebniki najchętniej wyciągałbym (z rękawa) rzadko, jako narzędzia przydatne od czasu do czasu – przy sprawdzaniu stanu konta, przy określaniu geograficznych wielkości i gęstości tłumu, miasta oraz długości drogi. A poza tym porzuciłbym sprawdzanie „którego dzisiaj” na zawsze. I tak wiem czy dzisiaj jest Ten Dzień, czy nie; czy powinienem zadziałać czy poleżeć; czy wykonałem wszystko, co powinien każdy kolejny dzień mojego życia w sobie mieścić. Autorka: No, pięknie. A ja mam do wypełnienia dokument, obowiązkowy i to jest Ten Dzień w którym muszę go wypełnić, więc KTÓREGO DZISIAJ MAMY? Fronasz: sprawdź komórkę zamiast histeryzować. (2010-03-12) |
Fronasz 342010-09-12 13:05 |
Fronasz: w moim zawodzie najważniejsze są te umiejętności, którymi nie można się chwalić. Autorka: a czemu nie można? Fronasz: po pierwsze dlatego, że dziwnie mogą brzmieć tłumaczenia (co zależy od osoby), po drugie – nie widać spektakularnych efektów; tylko ja wiem jak to pomaga i czemu, w jakim stopniu. Po trzecie – nie każdy musi wiedzieć co wiem, co umiem. Tajemnica zawodowa. Chronię mój warsztat. Autorka: rozumiem, rozumiem. Fronasz: powinnaś, powinnaś. Autorka: ale podaj taką umiejętność. Malutką nawet. A pożyteczną. Prooooszę... [Fronasz się opiera, Autorka namawia, Fronasz się opiera, Autorka namawia... aż Fronasz ulega] Fronasz: Na przykład, kiedy w chodzę w las – staję się drzewem. Autorka: to metafora? Fronasz: i tak, i nie. Autorka: czyli? Fronasz: czyli – staję się drzewem i po jakimś czasie znam zasady tego miejsca, wiem co się święci, czuję rejony i rośliny przyjazne i wrogie. Mogę działać bezpieczniej. Autorka: nie metafora? Fronasz: jak chcesz. [i Fronasz idzie w las, bo ludzie go czasem bardzo męczą] (2010-03-11) |
Fronasz 332010-09-05 08:21 |
Fronasz: mów pierwsza. Autorka: nie, to głupia gra Fronasz: mów pierwsza. Zacznij, potem jakoś pójdzie Autorka: no nieeee. Lepiej się zdrzemnijmy, do czasu nim lotnisko zacznie działać. Fronasz: nie da się tu spać. Poza tym – nie będziemy tak bez sensu siedzieć. Zacznij, co ci szkodzi... (Autorka wzdycha, przestaje bawić się długopisem (palce ma już w atramencie) i rozpoczyna grę: We Wszechświecie splata się niewyobrażalna ilość kolorów, każdy jest od czegoś, do czegoś i po coś. Ja jestem też tymi kolorami, barwną kulą, pełną życia i światła. Jestem myślą, owiniętą wokół sedna, jasnej sprężystej zasady, porządkującej to co wewnątrz i to co na zewnątrz. Jestem wszystkim, co mnie spotyka i ja spotykam wszystko. Cieszą mnie moje kolory i przytulam świat do samej siebie... Jestem dla siebie-świata, jestem dla Ciebie i jestem pośród jestestw tak samo barwnych. Emituję. Żyję. Mój uśmiech ma więcej znaczeń niż uśmiech Giocondy, więcej ciepła, a zagadka rozplata się jak kobierzec, po którym kroczę, oddychając głęboko, swobodnie. We wszechświecie jestem spokojna, że mogę co mogę i mogę to od razu. Emituję. Żyję. Kocham. (2010-03-07) |
Fronasz 322010-08-24 14:58 |
Fronasz: istnieje podejrzenie, że nie mam nic do powiedzenia i że jestem hermetyczny. To tak jakbym nie mówił po naszemu, to jest wręcz wykluczenie, to pójście na towarzyską łatwiznę. Rzeczywiście, czasem w większym gronie wykazuję zainteresowanie tematami odbiegającymi od tego, co się je, co się wie i co się pomiędzy ludźmi kołysze. I co z tego? Nawet w najbardziej abstrakcyjnym zdaniu jest coś (a nie nic), jest jakiś obraz w który można zajrzeć, jakaś myśl, którą można rozwinąć, jakaś emocja, która może wpaść w rezonans. (Autorka taktownie milczy) Fronasz: oczywiście mogę wydawać się rozmówcą trudnym, mogę niestarannie słuchać(mogę?), ale (tu Fronasz mruży oczy) rozmowa jest sztuką kamuflażu. Czasami siedząc przy wspólnym stole gram, by nie stracić elastyczności własnego wizerunku, by pokazać się takim, jakim chcę być zapamiętany, przybrać twarz kogoś różnego ode mnie. Wiem, to trochę żałosne. Chyba przyjmę jakieś zlecenie, zamiast na sucho ćwiczyć (specyficzne) umiejętności. (i Autorka współczuje Fronaszowi...) (2010-03-03) |
Fronasz 312010-08-20 19:08 |
Fronasz: to nie prawda, że nie mam szacunku dla ludzkiego życia. Po prostu widziałem kilka wojen z bliska i wiem, że w każdym z nas drzemie prawdziwie nieludzka bestia. Nie mam pojęcia co dokładnie uruchamia tego demona, ale mam pojęcie o tym, jak bywa używany. I nie będę o tym mówił. Autorka: nie wiedziałam, że byłeś na wojnach. Fronasz: o wielu rzeczach nie wiesz. (Fronasz odkłada gazetę, wstaje z fotela i robi sobie najczarniejsza kawę wśród wszystkich czarnych kaw) (2010-03-01) |
Fronasz 302010-08-19 20:46 |
Fronasz: Nie, nie mam nic przeciwko, w końcu jakoś się ubieram. Zwracam na to uwagę. Taaa, wiadomo – strój daje klimat. I klimat wpływa na strój. Z końcu jeśli mam się ukryć w tłumie – to włożę co innego, niż wtedy, gdy negocjuję. Niby strój nie zdobi człowieka, ale wysyła sygnały. Ja się z tym liczę. Serio. Zresztą to przydatna wiedza. Użyteczna. Ale żeby rano wpadać w panikę z powodu szafy? No przestań! Siadaj. I cicho! (Autorka siada. Cicho.) Fronasz: czy ona jest pusta? Autorka: ja? Fronasz: szafa! Autorka: nie. Fronasz: masz dziś specjalne spotkanie, bal, kopanie ogródka w planie? Autorka: nie. Fronasz: więc sięgnij po coś i noś. Autorka: nie. Fronasz: jak to nie? Zima jest. W coś się ubrać jednak musisz. Autorka: ale czuję się dziś w nastroju pomarańczowym, a nie mam nawet pomarańczowego swetra. Choćby przynajmniej taki wiesz... szal... i może buty z jasnej skóry... długie. Fronasz: żartujesz? Autorka: nie. Froansz: to zjedz sobie pomarańczę. I ubierz na zielono, pod liście drzewka pomarańczowego. (Fronasz wychodzi wzdychając, Autorka rozważa pomysł z drzewkiem. może brąz?) (2010-02-26) |
Fronasz 292010-08-18 18:00 |
Fronasz: W moim zawodzie trzeba mieć nos. Zanim zrozumiem, już muszę zadziałać i to na 100% skutecznie. Oczywiście nawet kierowca powinien tak mieć na co dzień. Ale w moim przypadku to nie jest sprawa kierownicy i hamulca. Autorka: a może jednak... kierownicy i hamulca, co? Fronasz: Nie trywializuj. Męska intuicja, odruch, właściwa ocena sytuacji, która będzie miała miejsce dopiero za chwilę, o to chodzi. Na swój sposób przepowiadam przyszłość. Autorka: aha, tak, tak. A te twoje przepowiednie czemu służą? Fronasz: biegowi wydarzeń. Autorka: a bieg dokąd cię popycha? Froansz: nie popycha, a prowadzi i nie dokąd, a w którą stronę. Nie jestem zresztą pewien, czy to w ogóle łapiesz (w biegu). Autorka: łapię, choć kiepsko rzucasz (w biegu!!) Froansz: naprawdę nie wiem czego się czepiasz? Powiedziałem tylko, że trzeba mieć nos (nosa) Autorka: no właśnie, tylko gadasz i gadasz! Oboje zmierzyli się groźnie wzrokiem. Potem odłożyli kartki na bok. Fronasz: chcesz, żeby oni się tak kłócili? Nie wiem czy w tej scenie wszystko pasuje. Autorka: chciałam wnieść w ich relacje trochę życia Fronasz: nie jestem przekonany. Autorka: jakoś tak... odruchowo poszło od słowa do słowa. Fronasz: odruchowo powiadasz... ja bym tę scenę wyrzucił. Autorka: hm, pomyślę na tym. Fronasz: dzisiaj? Autorka: jutro. Sięgnęli po kartki, włożyli je do swoich teczek i Autorka postanowiła dopisać ciętą ripostę. Autorka: upiekę kurczaka. Zapraszam. Fronasz: ooo, w samą porę!!!!!!!!! (coś tu pięknie pachnie) (2010-02-24) |
Fronasz 282010-08-17 18:06 |
Autorka: czy kolor ma walor? Fronasz: dla mnie? Autorka: no, ciekawa jestem. Fronasz: nooo, jak zwykle. Autorka: ma, czy nie ma? Fronasz: ma. Autorka: znaczy...? Fronasz: poddaję się (wzdycha), więc zimą czerwony grzeje, latem czerwony krzyczy, cieliste są śliskie, zielony pozwala odetchnąć, a lubię kobiety w fioletach. Autorka: czemu akurat w fioletach? Fronasz: fiolet dobrze brzmi. Autorka: żartujesz, co? Fronansz: a Ty nie? Autorka czuje się nieco urażona, gdyż walor koloru jest niezwykle istotny o tej porze, w tym miejscu, w jej przypadku. Fronasz (jak zwykle) okazuje obojętność na tę subtelność, dziś ma na sobie granatowoszary, ciepły sweter i sądzi, że to nie ma żadnego znaczenia! Zgroza! (2010-02-22) |
Fronasz 272010-08-16 20:09 |
Fornasz: są rozmówcy, którzy maja misję. Bez względu na okoliczności podadzą treść z jaką przybyli, a na każde pytanie odpowiadają kontynuacją wątku, który mają w głowie. Poukładane zdania przestawiają tak świadomie, że prawie słychać szelest notatek. Naprawę – nie słuchają, naprawdę – przemawiają. Autorka: denerwuje Cię to? Fronasz: kiedy zaczyna mnie denerwować zastanawiam się, czy nie robię tak samo. Autorka: robisz. Czasem. Fronasz: noo... spójrz jaka ładna droga się zrobiła, gdy napadało dostatecznie dużo. (i sobie poszli dalej niesłuchając, nieprzemawiając) (2010-02-19) |
Fronasz 262010-08-15 12:53 |
Fronasz: uważaj na nadmiar informacji. Sztucznie wywoływana adrenalina zabija powoli, podobno. Ja nie wiem, ciągle żyję i uważam na nadmiar informacji. Widzę jednak, że po gazetach, gotuje ci się pod czaszką często. Autorka: para bucha, czy jak? Fronasz: kolor skóry się zmienia (tu Fronasz się śmieje wesoło) Autorka: ściemniasz. Ściemniasz w środku zimy. Fronasz: absolutnie nie. Przestrzegam, bo czasy niepewne, a prawda już prawie nic nie waży. Autorka: jaka prawda, sfinksie jeden? ale Fronasz (oczywiście) nie odpowiada, rzuca znaczące spojrzenie stertom gazet przy łóżku. Autorka postanawia przesunąć je w bezpieczniejsze miejsce... (by nie wywalały zagotowywania mózgu... to może do kuchni?) (2010-02-15) |
Fronasz 252010-08-13 17:04 |
Fronasz: mam wrażenie, że na pewnym etapie zgniłości, musi wybuchnąć. Trask! I zielonożółta treść wyrusza w podróż po najbliższej okolicy. Rozlewa się, wycieka, zanieczyszcza... Autorka: Fronaszu, ale o czym... Fronasz: są sytuacje, osobiste, polityczne, no różne, które gniją latami, a nie wysychają jak mumie. W przyrodzie tak nie może być. Trask! – musi nastąpić. I następuje. A potem się (tacy) dziwią, że śmierdzi. Rozumiesz...? Przyroda, rozumiesz? Autorka rozumie. (2010-02-13) |
Fronasz 242010-08-09 17:05 |
Fronasz odsuwa kubek z herbatą, patrzy na mokry ślad na stole, dochodzi do wniosku, że kółko jest idealne. Prawie. Kółko znika. Nie wiadomo, czy chce być obserwowane. Ale skoro znika – to pewnie nie chce. Fronasz sięga po kubek. Fronasz: chodź tu do mnie, herbato. Autorka: co mówisz? Fronasz: mówię, że koło nigdy nie będzie przereklamowaną formą. Po pierwsze życie mamy koliste (lub kołopodobne), od prochu do prochu, po drugie – wszechświat jest okrągły, po trzecie – ludzi cieszą karuzele i poza wszystkim innym, kiedy patrzymy na herbatę z góry, powierzchnia płynu jest kołem. Każde picie jest kołem! Autorka: Fortuna... Fronasz: na Fortunę bym nie liczył. Autorka – Fronasz popija herbatę małymi łyczkami (gorąca), porzucił myślenie o kole, na rzecz pewnego trójkątnego planu. (2010-02-12) |
Fronasz 232010-08-04 18:30 |
Fronasz: wiesz, ja wyraźnie widzę żywotność. No... kiedy ktoś ma energię do tego by bardzo żyć; wtedy w ruchach, w głosie, w postawie widzę długość i intensywność tego życia. Autorka: jak bardzo żyć? Fronasz: tak, żeby nikt nie mógł zaprzeczyć, że jesteś. Żeby Cię taksówkarz nie lekceważył Autorka (zrozumiała w lot): aha. Fronasz: każdy żywotność widzi, tylko nie każdy tę możliwość rejestruje. Ja patrzę, bo nigdy nie wiadomo do czego się może przydać, ta z pozoru dziwna informacja. I tylko duże nieszczęścia mogą żywotnej postawie przeszkodzić, zachwiać strumieniem bycia. Autorka: no poetycko, ale jak duże nieszczęścia? Fronasz: huragan, albo strzał, albo... Autorka: ok, wystarczy. Fronasz: ok Autorka: więc...? Fronasz: więc się nie garb! Autorka: oho, ale śmieszne! Fronasz – i autorka, specjalnie się nie prostując, przeszła szybko przez długi korytarz, otworzyła drzwi, pochyliła głowę (bo jest wysoka) wyszła, z hukiem. Żywotności to jej nie brakowało, ale... (2010-02-10) |
Fronasz 222010-08-01 13:46 |
Fronasz: podobno są takie momenty, gdy się nie myśli, gdy się tylko czuje. Ale ja nie wiem. Nie miałem. Chyba, że instynkt przetrwania. O, to tak... się zdarzyło... parę razy. Podobno niektórzy ludzie przeżywają zawiłości życiowe tak, że ciach i strach! A strach paraliżuje. a przecież nie ma strachu. Słuchaj, obawa przed czymkolwiek jest do oswojenia. Nie ma strachu – jest gęsta kulka naszych wyobrażeń, podejrzeń, przewidywań. Autorka: o, jaki mądry się znalazł... Fronansz: się znalazł, bo ćwiczył z kulką. Poćwicz oswajanie strachu, a zobaczysz,że za tą kurtyną strachu jesteś ty sama. Autorka: a kulka to jako niespodzianka, tak? Fronasz: nie. Zresztą. sami o siebie, dla siebie, ze sobą się boimy, aż do paraliżu, o bliskich też można się bać inaczej. Kulka nie musi być w lufie. Autorka: to też przećwiczyłeś, tak? Fronasz: zdziwiłabyś się... ile o mnie nie wiesz. Autorka – i nie będzie dziwne, jeśli się nigdy niczego więcej nie dowiem. (2010-02-09) |
Fronasz 212010-07-30 09:22 |
Fronasz: jest takie powiedzenie, że świat się kończy. I naprawdę mnie ono denerwuje. Gdyby tak było, nikt by nie wyruszał w podróże dookoła świata, gdyby tak było nikomu nie opłacało by się zaczynać, ulepszać czegokolwiek, nawet zwykła rozmowa (gdyby świat się kończył i kończył, i...) byłaby za ciężka. Jak dla mnie. Autorka: ot, subtelny człowiek... ale pomyśl, gdyby się kończył, jak smakowałoby wszystko! Fronasz: nie jestem głodny. zresztą to jest banał, jak kiepski film, jak straszenie dzieci czarną wołgą. Autorka: pomyśl, gdyby się kończył, jakie znaczenie miałby najmniejszy nawet gest, każda bezsłowność? Fronasz: bibeloty! Autorka: pomyśl, gdyby się kończył, co by się potem mogło zacząć... Froansz: o, zaczynasz gadać w miarę, w miarę...) Autorka – i Fronasz odwrócił twarz do słońca Fronasz: o, grzeje... to dobrze (– dodał.) (2010-02-07) |
Fronasz 202010-07-26 08:44 |
Fronasz: No dobrze, to może nie jest w moim stylu, ale powiem tak – świat nie zatrzymał się w dobrym momencie, w dobrej chwili, którą – co tu kryć – mógłbym uznać za stosowną! Świat się zatrzymał na obcym podwórku, zahamował i zaparkował nie wiadomo na jak długo. No, OK, mam żal do świata z tego powodu, a wolałbym mieć w ustach słodycz pocieszenia w postaci tego ciastka... (tu nie wymieniam nazwy, by nie reklamować słodyczy) – cukrowanego zaskoczenia życiowego, tej przygody ze światem w roli głównej (która się zawsze kończy dobrze). Mniam. Autorka: Mniam? Fronasz: Aha Autorka: rzeczywiście... to jakby nie w twoim stylu. Ale popatrz mam coś dla ciebie... (2010-02-06) |
Fronasz 192010-07-23 13:38 |
Fronasz: Nie trzeba literatury, żeby zaliczyć totalny zwrot akcji. Pewne zawody polegają na pełnej gotowości, zwrotności, a nawet na wykorzystywaniu tąpnięć i przegięć, na generowaniu niespodziewanych wydarzeń i rozpuszczaniu kumulacji emocjonalnych. Można umiejętność tę ćwiczyć, można się nauczyć wywoływania kontrolowanych zwrotów (akcji), można balansować na krawędzi przez całe życie i brać za to dobre pieniądze! Autorka: zaintrygowałeś mnie! Froansz: Baaa... Autorka: A w życiu? Fronasz: Podobnie, tylko całkiem inaczej. (2010-02-05) |
Fronasz 182010-07-17 18:34 |
Fronasz: Ona mi powiedziała, że porywające bywają niektóre życiorysy, szczególnie te sprzed wielu lat. Ja ją pytam „po co czytać cudze życie, w dodatku obcych ludzi?”, ale ona zaczęła ze wzruszenia płakać. Bo sobie dokładnie przypomniała. No naprawdę... skąd ty bierzesz takie niezrównoważone postaci? Autorka: No... skąd? Pojawiają się. Froansz: a mogłabyś je równoważyć? Zawczasu. Można by było pogadać. A tak – roztrząsania i łez strząsania z rzęs. Autorka: O, ładnie powiedziane. Froansz: Dzięki. Autorka – i Fronasz westchnął, spojrzał z dezaprobatą na Autorkę, i (jak zwykle) gdzieś sobie poszedł. I (jak czasami) nie wrócił na noc. (2010-02-04) |
Fronasz 172010-07-14 23:01 |
Fronasz: Czasem człowiek ulega dworcowi. Autorka: Czemu, komu? Fronasz: Kiedyś trafiłem na spory dworzec, piękny, XIX-wieczny budynek, taki jasny. W środku – odnowione podłogi błyszczały jak lustra, w licznych okienkach uśmiechnięte panie sprzedawały bilety i udzielały dobrych rad. W wykuszach, stylizowanych na pałacowe werandy, mieściły się poczekalnie i jeden, bardzo czysty sklep mięsny, z miłą panią w idealnie białym fartuchu za ladą. Zapadał zmierzch, robiło się ciszej. I w tym przestronnym, nieco staroświeckim miejscu, które mogłoby być salą balową, właśnie zapalały się lampy-latarnie. Ogarnął mnie spokój. Dokładnie taki, gdy wszystko sobie krąży, a ja (jak porządna planeta) JESTEM, trwam, wiem co mam wiedzieć... Owszem, może to był dzień, w którym miałem naprawdę wszystkiego po wręby... i nie przesiadłem się na tej stacji. Zostałem w poczekalni. Przez całą noc przyglądałem się wysokim sufitom, glazurowanym ścianom, nielicznym podróżnym niecierpliwie czekającym na połączenia. Ciekawa sprawa, na tym dworcu nie było pośpiechu, nie było nerwowości... Spodobała mi się atmosfera (i sklep z mięsem). Autorka: serio? Fronasz: No, musiałem coś przemyśleć, przekombinować i potrzebowałem miejsca, w którym na 100% nikt mnie nie będzie znał. To był dobry dworzec, wiesz, rzadko się takie zdarzają... (2010-02-03) |
Fronasz 162010-07-05 17:59 |
Fronasz: ktoś mi powiedział, że człowiek może wymyślać się codziennie na nowo, każdego dnia, od samego rana. Może ustalać nowego siebie, patrzeć z dystansu na to czego dokonał i co przed nim; zaplanować pozytywne akcje, wydarzenia; taaaak wymyślamy się, od tego mamy mózgi, nie? Autorka: ...mówisz?... Fronasz: albo się nie wymyślamy. Bezrefleksyjna większość pielęgnuje smugę smutku oraz skręca nić narzekania. Autorka: wiesz co, problem w tym, że to ja Cię wymyślam... ty smugo smutku :)! Fronasz: sama jesteś smuga. Ale dobrze, dobrze, staraj się, staraj. Sama się dobrze wymyślasz, co? Autorka: dziękuję, jest w porządku. Poza tym – przenigdy nie popadaj w bezmyślność, co dwie głowy to nie jedna. Fronasz: niech się zastanowię... Autorka – Fronasz dopił herbatę i runą na sofę. Zamknął oczy, by nic go nie rozpraszało i pozastanawiał się... (do południa) (2010-02-01) |
Fronasz 152010-07-04 16:40 |
Fronasz: nie, tylko nie to! Nie, tylko nie zaczynajmy od początku. Wolę tu siedzieć, nieruchomo (byle nad kawą) niż kombinować co najpierw, a co potem. Autorka: I Fronasz zebrał rozsypane zapałki. Fronasz: nigdy więcej trzydaniowych posiłków. Nie myślę potem. Tracę czujność. A czujność – to kapitał. Przynajmniej w moim przypadku. (2010-01-31) |
Fronasz 142010-07-02 15:10 |
Fronasz: moje buty wyrosły z błota! Przykleiły się do stóp jak druga skóra. Jedna mi wystarczy, nie chce drugiej, nie lubię ulegać kaprysom pogody. Tak się mówi... kaprysy, prawda? Autorka: tak się mówi. Fronasz: kapryśna kobieta, tak się kiedyś kojarzyło, co? Autorka: nooo, a teraz się tak nie kojarzy! Fronasz: nie mów ! :-) Autorka ma ochotę powiedzieć, by zszedł jej z oczu w tych butach z błota, ale on i tak zawsze robi co chce. Więc Autorka sobie milczy. Fronasz: buty z błota.... ale żeś wymyśliła.. Autorka: uważaj, bo zaraz wymyślę, byś nigdy nigdzie nie wychodził i będziesz miał buty spod pieca, jeszcze ciepłe. Fronasz: hm... Autorka – i tak sobie rozmawiali, a śnieg topniał i topniał, a 'plan zmian' ugrzązł wraz z nimi w miejscu, w którym właśnie byli... (2010-01-30) |
Fronasz 132010-07-01 20:56 |
Fronasz: czy masz pojęcie dlaczego ludzie traktują soboty i niedziele aż tak wyjątkowo (przekrzywił głowę, patrząc uważniej niż zazwyczaj)? To, że mają ówczas luz – nie znaczy przecież, że trzeba się od razu tak cieszyć! (podniesiósł brwi w niewinnym zdziwieniu). Jeśli ktoś potrzebuje luzu (wzruszył ramionami, no bo kto luzu potrzebuje?) – niech poprzestawia wszystko tak, by sobie sobotę zrobić jak wygodnie (kciukiem dotknął brody). No co, nie da się? Autorka: da się. Fronasz: właśnie. Autorka: to co, nie cieszysz się? Fronasz: nie aż tak. Autorka: i? Fronasz: i już. Autorka – ...Fronasz zamyślił się (sekunda minęła), potem poluzował szalik (leniwie), a potem (dużo, dużo później) spotkałam Fronasza cieszącego się sobotą na wysokiem, barowym stołku. Porozmawialiśmy sobie o... (2010-01-29) |
Fronasz 122010-06-28 16:20 |
Fronasz: o święci, pozdrawiający wszystkich innych, lecz nie patrzący na siebie wzajem; o święci - oto stoję za waszymi plecami i podejrzewam, że mógłbym w tej chwili zrobić coś strasznego. Bardziej strasznego, niż obgadywanie; bardziej niż wypuszczenie (precyzyjnie i bezwzględnie) nędznej, ale ostrej plotki w świat. I kiedy tak patrzę na wasze ręce, wyciągane w jakże przyjaznym geście, to myślę o sercach z kamienia - to jakbym budował most pomiędzy sobą a wami. Drodzy święci, unieruchomieni przez ludzi, idę do was; posiadacze wotów, które skrywają rzeźbione szaty, posiadacze modlitw tak subtelnych, że człowiek rozgrzewa się od środka samym ich brzmieniem i przesłaniem – ani wy pomóc nie możecie nikomu (wysoko tu, kurcze, wąskie schody w dodatku), ani ja wam nie pomogę w pracy jaką tu wykonujecie. Mogę zagadać, sięgając zaledwie waszych pięt (głową), mogę okazać wkurzenie, zachwyt, zrozumienie, ograniczenie umysłu – mogę usiąść i zaplanować coś, co mi wreszcie przyniesie idealny spokój!!! Już niedługo. Autorka: nie da się zaplanować miłości. Fronasz: nie bądź głupia! Mówię o spokoju. Mówię do świętych! Autorka: Amen. Autorka – Fronasz dopił butelkę, potem dotarła do niego ochrona, ściągnęli go z dachu, przesiedział 24 godziny w areszcie. Nie było mnie tam. Stałam na dole, jak inni. Fronasz niczego nie wyjaśniał, z niczego się nie tłumaczył, zapłacił (sporą) karę. On mówi, że nie pije... I niech święci mają go w swojej opiece, bo tamtej nocy wymyślił jak odzyskać ten swój spokój... (2010-01-28) |
Fronasz 112010-06-27 13:07 |
Fronasz: miałem kiedyś słoik. Nauczyłem się tego od chińczyka, z którym pracowałem. Sprytny był (chińczyk, nie słoik). Bardzo dobry był. Szósty zmysł i ponadprzeciętną szybkość miał. Dobrze nam się pracowało, choć on nigdy nie nauczył się porządnie języka. No i ten słoik – zawsze miał przy sobie, w takiej siateczce. Na początku, kiedy z tym słoikiem paradował, to myślałem, że się zapadnę pod ziemię. Taka praca, trochę niebezpieczna, a i trzeba wrażenie zrobić od czasu do czasu, a ten – ze słoiczkiem! Z tym, że potrafił wybrnąć z każdej sytuacji, a słoiczek nie raz grał rolę nie tylko słoiczka (ale to inna opowieść). Więc z tym słoiku zawsze była zielone herbata. Mówił, że dobrze działa na mózg. Śmiałem się. Lecz kiedy rzuciłem whiskey, pozwolił mi siorbnąć, raz czy dwa, gdy opadłem z sił. I podziałało. Potem wyjawił mi sekret takiego parzenia, by proporcje miała jak należy ..ta herbata. No, a potem ze słoiczkami chodziliśmy obaj. Z tym, że zaopatrzyłem się w taki chwytak na słoik, jak na rower, albo do wspinaczki i wyglądało to trochę poważniej. Nie, żebym przywiązywał wagę do tego, kto co sobie pomyśli, ale wiesz... Taki zawód. Autorka: wiem. (2010-01-28) |
Fronasz 102010-06-26 09:41 |
Fronasz: lubię paradoksy, taaaaak. Kiedyś lubiłem papierosy, teraz rzadko sięgam... Zostały paradoksy, absurdy, coś co mi do reszty świata nie pasuje. Nie wyglądam subtelnego poszukiwacza absurdów? A co to znaczy? A w cholerę z wyglądaniem na kogoś, na coś, dla kogoś, z okazji...! Cieszy mnie jeszcze parę spraw w życiu. Cieszą mnie dobre spotkania, milczenie też mnie cieszy. Wino. No dobrze, to teraz paradoks: daleko, znaczy blisko. Nie wierzysz? (cisza) Pomyśl. Sprawdź. Autorka: i Fronasz (nieco urażony) udał się na poszukiwanie paradoksów, jak sądzę, ale pewności nie mam. Równie dobrze mógł pójść po schab. (2010-01-26) |
Fronasz 92010-06-23 20:18 |
Fronasz: dobrze jest rano rozprostować kości. Bieganie jest w porządku. W biegu się zapomina o głupotach, a pamięta o rytmie. Powinnaś spróbować. Autorka: Fronaszu, nie biega się po Spitsbergenie! Fronasz: nie jestem pewien, czy nie. Poza tym – przesadzasz z tym Spitsbergenem. Autorka: więc mówisz,że bieg wspomaga zapominanie? Fronasz: po pierwsze coś tym stylu, po drugie – owszem, robi tak od czasu do czasu, po trzecie – pamięć wraca po nawilżeniu organizmu, po czwarte – biegania jest OK, ale wolę porąbać drzewo do kominka. Praktyczny jestem. Autorka: właśnie tego się po Tobie spodziewałam. .................................................. I Fronasz mrugnął do Autorki, wychodząc na zewnątrz. Z siekierą zawsze było mu do twarzy. (2010-01-26) |
Fronasz 82010-06-22 18:15 |
Fronasz: najlepiej jest się nie ukrywać. Ani przed zimnem, ani przed ciepłem, ani przed wrogiem, ani przed przyjacielem. Najlepiej jest się nie afiszować, ani na mrozie, ani w pełnym słońcu, ani w gronie hien, ani w stadzie. Autorka: cenna rada. Ale jakoś tak powiedziane... hadko. Fronasz: jak? Autorka: hadko! Fronasz: a to po jakiemu? Autorka: po tutejszemu. Styl wypowiedzi można określić precyzyjnie w ten sposób, na przykład. Fronasz: Wiesz co o tym myślę? Albo zresztą... Autorka: I Fronasz bez dodatkowych wyjaśnień odjechał, pozostawiając za sobą chmurę śniegowego pyłu. (2010-01-25) |
Fronasz 72010-06-20 16:59 |
Fronasz: Zapytam wprost, czy często o tej porze siedząc nieruchomo czekasz na oświecenie? Autorka: Tak. Fronasz: Pod komputerem? Autorka – jest nieruchoma. Milczy (i czeka). Fronasz: Nie wystarczy Ci światło ekranu? Autorka: a Tobie by wystarczało? Fronasz – milczy. Zaprzecza niedbałym gestem lewej dłoni. (2010-01-24) |
Fronasz 62010-06-17 18:40 |
Fronasz: Wiesz, kiedy przegrywam czuję się ...dojrzały. Sam z siebie jestem dumny, bo każda przegrana, jak każdy siwy włos, nadaje mojemu życiu znaczenie, podkreśla przeszłość, sprawia, że jestem gotowy do przyszłych walk. Przegrywam, ale wciąż jestem. Jestem, więc ciągle mogę kopnąć wroga w dupę. Podnoszę się i mogę to zrobić zawsze, mało tego, upadając mogę przygnieść cokolwiek uznam za stosowne. Czuję się silny ponosząc klęski, ale wolę cztery zwycięstwa na jedną przegraną. I tak właśnie jest. Dojrzałem do tych proporcji. Autorka: Fronasz prawie niezauważalnie uśmiecha się do lustra, wycierając mokrą od wody twarz. (2010-01-23) |
Fronasz 52010-06-16 18:03 |
Fronasz: Nie mogę się skupić. Nie mogę się, kurcze, skupić! Wszystko się przesuwa. Za szybko. I nawet bym łapał to przesuwające (się), ale po co? Gdybym się łapał wszystkiego, co poruszone, to stałbym w miejscu. Obciążony. Rozedrgany. Nawet, jeśli zamykam oczy - nie mogę się skupić... Koncentracja, koncentracja... nie działa. Poruszone, wzruszone przemyka obok. Usiądę. Poczekam. Niech sobie śmiga, jak chce. Autorka: Fronasz chłodną ręką pociera czoło, siada. Obiecuje sobie, że ograniczy kawę. Klnie (lubi kawę). Otwiera oczy, ale nadal mu się prędkość (prze)mijania nie podoba. Za oknem - ciągle coś innego. Każdy by się przejął. Fronasz podejmuje decyzję. Bez przejęcia. Poruszone zatrzymuje się. Jeszcze przez chwilę Fronasz siedzi, tylko po to, by powstać. (2010-01-21) |
Fronasz 42010-06-14 19:10 |
Zamówił kawę, potem długo patrzył w okno. Skupił się na kroplach, na tym, że właśnie teraz, w tej chwili śnieg zamienia się w deszcz i pomyślał, że naturalna kolej rzeczy dogania wszystko i wszystkich. Każdy aspekt, każde dzianie się, każdy człowiek ma czas koncentracji i czas parowania. Kawa była mocna, para unosiła się (subtelnie) nad filiżanką. Fronasz pomyślał: zimno. I tak rzeczywiście było, zimno, mokro, jasno. Zmrużył oczy, dopił kawę (jeden, szybki ruch), poszedł. (2010-01-20) |
Fronasz 32010-06-13 18:47 |
Jeśli tylko nie ma czasu, by spać... to jeszcze jest całkiem dobrze. A Fronasz potrafi przekroczyć barierę zmęczenia bez większych poświęceń. Pochyla wtedy głowę lekko do przodu i sunie raźno (wzdłuż linii czasu). Jest wówczas skuteczny, niebezpieczny, niezmęczony, nieznudzony. Nie do zdarcia (i lepiej z nim nie zadzierać, bo jedyną wadą tego stanu jest ubytek poczucia humoru. Nic więcej). Regeneracja, rzecz jasna, musi nastąpić. Prędzej czy później. Ostatnio trwa coraz dłużej. Kwestia wieku. I sposobu regeneracji. Koniak przed snem nie przynosi ukojenia. Ukoniakowanie przynosi, a to nie to samo. Dlatego Fronasz z uwagą odnosi się do czasu, który sam sobie poświęca bez skutków ubocznych – jeśli tylko ma czas, by spać. (2010-01-19) |
Fronasz 22010-06-12 19:47 |
Fronasz nie należy do tych osób, które porusza piękno krajobrazu. Tym razem jednak zatrzymał się przy oknie, potarł czoło, pomyślał o akumulatorze. Jeśli zima wydała mu się ładna, to było to zaledwie mgnienie okołomyślowe, nic nie znaczący błysk, przyjemne rozpoczęcie dnia. Zamknął oczy, a pod powiekami biel zamieniła się w pomarańczowe kręgi. Otworzył oczy, spojrzał na zegarek (który staroświecko wciąż nosił na prawym nadgarstku), popatrzył w okno raz jeszcze, próbując dostrzec ścianę lasu. – Już nie ten wzrok – mruknął. Potarł czoło. Pomyślał o akumulatorze. (2010-01-12) |
Fronasz 12010-06-12 08:42 |
Cisza wg. Fronasza to stan, który przynosi wydarzenia dźwięczne, ważne i potrzebne. Dlatego teraz celebruje ciszę, po promocjach, przed świętami... ps. Fronaszowe wydarzenia zaś - oznaczają wszelkie sprawy, dzięki którym Fronasz jest (i będzie), świat jest, i JEST jest :) (2009-12-18) |

